https://www.strava.com/routes/9439351

I to by było na tyle jeśli chodzi o ogłoszenia parafialne, mam nadzieję że parę osób się w to zaangażuje i wspólnymi siłami uda się coś ugrać ?

A wracając do tegorocznej Pętli..

Był to mój pierwszy start po dwutygodniowej rekonwalescencji i leczeniu zapalenia ścięgna, więc oprócz nasłuchania się o karkołomnych zjazdach, nieznajomości trasy i bardzo niesprzyjającej prognozie pogody, obaw było więcej. I mimo że na trzy dni przed startem zrobiłem bardzo mocny, kontrolny trening, podczas którego nie odczułem nawet najmniejszego bólu w prawej nodze, to jechałem do Wisły pełen strachu i z widmem nawracającej kontuzji przed oczami. W ostatniej chwili zmieniłem dystans z dwóch na jedną pętlę. 5 godzin intensywnego wysiłku to nie byłby dobry pomysł, tym bardziej że matka natura zaplanowała dla nas obfite opady deszczu..

IMG_4194

Jak się okazało w dniu wyścigu – w ostatniej chwili zmieniła jednak zdanie i startowaliśmy w ponad dwudziestostopniowej temperaturze i przy co chwila wyglądającym zza chmur słońcu. Na starcie stanęło 212 zawodników i w eskorcie wozu technicznego, oraz motocykli, ruszyliśmy całą ławą przez centrum Wisły. Start honorowy potrwał około 5 kilometrów i gdy tylko zaczęło się robić pod górę, pilot wyścigu (wzór dla innych pilotów, wahania prędkości zamykały się w 1 kilometrze na godzinę, zero szarpnięć, zero przyhamowań, po prostu wzór), dodał gazu i dalej ruszyliśmy własnym tempem. Najpierw podyktowali je chłopaki z BodyCoach, następnie ja, potem Patrycjusz Urbanek, a pod Zameczek wprowadził nas Marcin Kobiałka. Kiedy rozpoczynaliśmy zjazd, było nas… czterech. Tak, z dwustu dwunastu, tempo wytrzymało czterech ? Na zjeździe z Zameczku, który pokonaliśmy bardzo ostrożnie, doszła nas goniąca trójka i tak utworzyliśmy siedmioosobową czołówkę wyścigu, w skład której wchodziłem ja, wspomniany wyżej Marcin i Patrycjusz, a także Piotrek Nowacki, Tomek Baran, Przemek Koza i Bartek Piskorz. Współpraca układała nam się świetnie, szliśmy równo, po dość długich zmianach (takie lubię najbardziej) i o ile na drugim podjeździe widać było goniących nas kolarzy, to z biegiem czasu zaczęli się oddalać, bo w końcu zniknąć z pola widzenia. Pewnym było, że już nikt nas nie dojdzie i między sobą rozegramy walkę o zwycięstwo.

_DSC0352-01.jpeg

Kolejne kilometry, a dokładnie 35, to teren raczej płaski, z kilkoma krótkimi hopkami i takimi samymi zjazdami. W międzyczasie trochę pokropiło, na szczęście tylko przez chwilę, a w Szczyrku, czyli tam gdzie naprawdę porządnie lało, zameldowaliśmy się dosłownie kilka minut po tym, jak deszcz ustał ?Tam też skończyło się płaskie, zrobiło się pod górę, a wkrótce rozpoczęliśmy podjazd pod Salmopol. Kilka dni przed wyścigiem, podczas zapowiedzi którą opublikowałem na moim facebooku, pisałem że na tej przełęczy raczej nic się nie wydarzy. Kłamałem ? Nie chciałem czekać do ostatniego podjazdu i gdy tylko wyszedłem na zmianę, podkręciłem waty na tyle mocno, że został ze mną już tylko Marcin Kobiałka. Wartym zaznaczenia jest fakt, że 10-kilometrowy odcinek od Szczyrku na szczyt przełęczy przejechaliśmy z trzecim czasem, wśród kilku tysięcy prób zarejestrowanych jak do tej pory na Stravie, tuż za bijącymi się o KOM Przemkiem Niemcem i Aleksiejem Kmetsem! Potem był długi zjazd, następnie trochę łagodniej, ale nadal w dól, w Malince ostry skręt w lewo na Czarne i znaleźliśmy się w miejscu, w którym dwie godziny wcześniej pilot wcisnął gaz do dechy i zostawił nas samych ze sobą. Do mety zostało niespełna 4 kilometry. Nie żebym się poddawał i nie walczył do końca, ale po szarży pod Salmopol, po 80 przejechanych kilometrach, po 1500 metrach wspinaczek, a to wszystko po 2 tygodniach bez treningu i nieprzyjemnej kontuzji, najzwyczajniej w świecie nie miałem już z czego jechać. Wiedziałem, że gdy tylko Marcin depnie, nie będę w stanie odpowiedzieć, a stało się to na jakieś 500 metrów przed metą. Szybko uzyskał przewagę i z zapasem 13 sekund przede mną, jako pierwszy przekroczył linię mety. Podium uzupełnił jego klubowy kolega Piotrek Nowacki, wjeżdżając ze stratą minuty i ośmiu sekund.

received_10154980227149865-01 (1).jpeg

Po dekoracji w tym samym gronie co na podium, uzupełnieni resztą towarzystwa z Ośki Warszawa, wybraliśmy się na pizzę do jednej z wiślańskich knajp, przy której tematem numer jeden był oczywiście przebieg wyścigu i wydarzenia na trasie. Cały dzień natomiast, zamknęliśmy jeszcze większą ekipą, podczas wspólnego grilla ?

received_1405460932863096-01.jpeg

Takie ściganie, w takim towarzystwie, z taką atmosferą i oczywiście happy endem na mecie to ja rozumiem ? Już za tydzień powtórka w Zakopanem i o ile ścigania, towarzystwa i atmosfery jestem pewny, to na happy end muszę sobie jeszcze zapracować, a mam na to tydzień. Już teraz trzymajcie kciuki i do usłyszenia w sobotę po Tatra Road Race!